Miniaturka " pozory mylą "
Proszę, jak czytacie to zostawiajcie po sobie komentarze.
~ Malfoyowaaa
Biegłam przez ciemne korytarze razem z Draco. Po półgodzinnych poszukiwaniach znaleźliśmy cel naszej podróży- dzwi do komnaty Voldemorta. Powoli weszliśmy do mrocznego pomieszczenia. Tak, tu zdecydowanie mógł mieszkać tylko Riddle.
Stał przodem do nas. W szacie spoczywała jego różdżka. Zaatakowałam. Odparł zaklęcie. Po chwili znowu rzuciłam na niego drętwotę, którą udało mu się ominąć. Zostałam odsunięta na bok przez moje ukochanego. Zaczęła się walka. Po dziesięciominutowych zmaganiach do izby wpadł Ron celując we mnie zaklęciem uśmiercającym. Już szykowałam się na pewną śmierć gdy poczułam mocne odepchnięcie na bok. Kto to był? Rozejrzałam się szybko. Zobaczyłam Tego- Którego- Imienia- Nie- Wolno- Wymawiać leżącego koło mnie na ziemi. Podniósł się szybko i potraktował Ronalda bolesnym cruciatusem, a na koniec zabił avadą. Nie było mi go żal. Po 8 latach przyjaźni chciał mnie zabić tylko dlatego, że go nie kochałam i byłam z Draco? Też coś. Moje rozmyślania przerwał mocny uścisk. Koło ucha usłyszałam tylko szept " moja córunia " i osunęłam się na ziemie ówczesnie zauważając zmartwione twarzy mojego chłopaka i ojca (?).
Obudziłam się w zielonym pomieszczeniu, nakryta satynową kołderką. Gdzie byłam? Nie wiem. Usłyszałam szarpnięcie klamki, odróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam Draco idącego ramię w ramię z Voldemortem.
Obaj zasiedli na moim łóżku. Voldek zaczął opowiadać historię o tym jak Zakon chciał mnie zabić bo byłam potomkinią Pana Ciemności i zostałam przez to oddana mugolom. Potem mówił o wieloletnich poszukiwaniach mojej osoby. Skończył na pojedynku, po którym zemdlałam. Zdziwiona, zawiedziona, szczęśliwa i rozzłoszczona spytałam mojego ojca ile tu leżałam. 3 dni! Jak to możliwe?! Czym spowodowane, przecież nie szokiem. Po chwili poczułam podchądzące do mojego gardła resztki pokarmu. Podbiegłam do pierwszych lepszych drzwi, które na szczęście okazały się łazienką i zwymiotowałam. Wstałam, obmyłam twarz i wróciłam do pokoju. Odruchowo spojrzałam na zegarek i się przeraźiłam. Od dwóch miesięcy nie miałam okresu, wymioty, omdlenia i zmęczenie! Jestem w ciąży!
Opadłam na łóżko i spojrzałam w oczy ukochanego.
- Draco, ja.. ja ... ja jestem w ciąży chyba. - spóściłam głowę.
- Mówisz powarznie? To wspaniale! - i porwał mnie w razmiona.
- Myślałam, że będziesz raczej zły, cieszę się, że jesteś szczęśliwy.
- Mam być zły bo niedługo być może na świat przyjdzie mój syn, którego mam z kobietą moich marzeń. Kocham cię Hermiono!
- Ja ciebie też.
Przyszły dziadek przyglądał się temu ze wzruszniem. Ale chwila Riddle i uczucia? Tak, on musiał tylko udawać przed zakonem, tak na prawdę potrafił kochać, czuć. Tylko jego przyjaciele o tym wiedzieli w tym Malfoyowie. Cieszył się, że jego córka znalazła sobie odpowiedniego chłopaka, co nie oznacza, że nie zaakceptowałby jakiegoś innego. Jeżeli Hermiona czułaby się kochana i spełniona to nie miałby wyjścia.
Wiedział, że Malfoyowie dobrze wychowali syna. W głebi duszy miał nawet nadzieję, że to za niego Granger ( teraz Riddle ) będzie chciała wyjść za mąż. Skońcył swoje rozmyślania i podbiegł do pary i przytulił ich. Oni spojrzeli na niego zdziwieni co pogłebiło się tylko gdy zobaczyli przed sobą nie człowieka z twarzą podobną do węrza, a naromalną ludzką z nosem, brązowe oczy i szczery uśmiech. Po chwili oboje odwzajemnili ten gest.
5 mies, później.
- Czy ty, Draconie Lucjuszu Malfoyu bierzesz sobie Hermione Jean Granger....
- Tak.
- Czy ty, Hermiono Jean Granger bierzesz sobie Dracona Lucjusza Malfoya...
- Tak.
- Ogłaszam was mężem i żona. Draconie możesz pocałować pannę młodą.
4 mies. później.
- Patrz Draco, nasz syn.
- Tak nasz syn Scorpius.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz